środa, 5 kwietnia 2017

HARMONIA w życiu , " IGŁA DO CEROWANIA " i POST BARDZO DŁUGI :)




Dzień za dniem upływa nam życie i czas,

skończyła się w końcu zima i nadeszła ukochana wiosna, jeszcze trochę bez słońca i naprawdę wpadła bym chyba w depresję...

 - jednak miniony weekend na wsi- gdzie miałam czas pobyć w lesie, na swojej ukochanej łące nad Bugiem uświadomił mi, że nie chcę prowadzić firmy tylko po to aby zarabiać czy aby z kimś konkurować.

Uwierzcie mi Warszawa pod tym względem jest okropna  - wszędzie każdy z każdym próbuje się pogryźć, zjeść cały tort sam,łącznie z opakowaniem - zagarnąć jak najwięcej dla siebie i podkopac innych.

Czy to tylko specyfika branży modowej ?
Brak kultury, wyczucia, poszanowania innych ludzi i ich pracy, wywyższanie się nad innymi  ......

Jest taka piękna bajka Hansa Christiana Andersena - wypisz wymaluj jak życie modowe Warszawy. 

W necie znalazłam ją na tej stronie, bo sama bym chyba nie miała czasu i pary żeby ją przepisać - i serdecznie pozdrawiam autorkę bloga ! 
http://luszka.blogspot.com/2014/01/iga-do-cerowania.html 


-----------------------------------------------------------------------------

" Znałem raz igłę do cerowania, która była bardzo dumna, iż wyobraziła sobie, że jest igłą do szycia.- Uważajcie na to, co trzymacie! - mówiła do palców, które ją ujęły. - Nie upuśćcie mnie! Gdy upadnę na podłogę, nie będzie mnie można odnaleźć, tak jestem cienka.- Jakoś to będzie - powiedziały palce i chwyciły ją w pół.- Widzicie, jaki mam orszak - powiedziała igła do cerowania i pociągnęła za sobą nitkę, lecz bez supełka.
 Palce zaszywały igła do cerowania pantofle kucharki; pantofle te miały odprutą przyszwę trzeba ją było zeszyć.
- Cóż to za pospolita robota! - zawołała igła do cerowania. - Nigdy nie przejdę przez tę przyszwę! Łamię się, łamię się! - I złamała się naprawdę.- Czyż nie mówiłam? - powiedziała igła do cerowania. - Jestem za delikatna.
 "Jest do niczego" - pomyślały palce, ale musiały ją mocno trzymać; kucharka pokropiła igłę lakiem  i wpięła ją w swój szal.
- Tak, teraz jestem broszką - powiedziała igła do cerowania. - Wiedziałam, że dostąpię zaszczytu; kiedy się jest czymś, dochodzi się do czegoś.
 I przy tym zaśmiała się, ale tylko w głębi ducha, bo po igle do cerowania nigdy nie widać, że się śmieje; siedziała więc dumna jak w karecie i oglądała się na wszystkie strony.

- Mogę mieć zaszczyt spytać, czy pani jest zrobiona ze złota? - spytała sąsiadki-szpilki. - Wygląda pani czarująco i ma pani swoją własną głowę, wprawdzie bardzo małą. Musi się pani starać, aby ta główka urosła, bo nie każdego można skleić lakiem. -
 Igła do cerowania wyprostowała się przy tym tak dumnie, że wypadła z szala i dostała się do zlewu, właśnie gdy kucharka wylewała pomyje.
"Jechać, to jechać - pomyślała - obym tylko nie zginęła!"A jednak zginęła.- Jestem za delikatna dla tego świata - powiedziała leżąc w rynsztoku. - Ale mam poczucie swojej wartości, a to zawsze sprawia pewne zadowolenie. - Toteż igła do cerowania trzymała się prosto i nie traciła dobrego humoru.A tym czasem nad nią pływały wszystkie możliwe odpadki: patyczki, źdźbła słomy i skrawki gazet.- Popatrzcie, jak pływają - mówiła igła do cerowania. - Nie wiedzą wcale, kto tu tkwi pod nimi.
 To ja! Siedzę tu! Patrzcie, oto przepływa tu patyczek, który myśli jedynie o patyczku, to znaczy, o sobie samym; tam znowu źdźbło słomy, jak się to kręci, jak wiruje!
 Nie myśl tak wiele o sobie, możesz się zahaczyć o kamienie. A oto przepływa gazeta. Zapomniano już dawno o tym, co w niej jest napisane, a ona wierzy wciąż w swoją wielkość. Tymczasem ja siedzę cierpliwie i cicho. Wiem, czym jestem i taka już zostanę! Pewnego dnia zabłyszczało coś cudnie obok niej, igła do cerowania myślała, że to brylant, ale był to tylko kawałek stłuczonej butelki; ponieważ jednak błyszczał, igła do cerowania przemówiła do niego i przedstawiła mu się jako broszka.- Pani jest zapewne brylantem?- Tak, czymś w tym rodzaju. - 
I jedno myślało o drugim, że jest czymś drogocennym; rozmawiały o tym, jak świat jest próżny.- Mieszkałam w pudełku jednej panienki - powiedziała igła do cerowania. - Ta panienka była kucharką, u każdej ręki miała pięć palców, czegoś podobnie zarozumiałego jak te palce nie widziałam nigdy w życiu; przecież istniały tylko po to, aby mnie trzymać, aby mnie wyjmować z pudełka i kłaść do pudełka. - Czy miały połysk? - spytała stłuczona butelka.- Połysk? - powiedziała igła. - Nie, były tylko próżne. Było ich pięciu braci, wszystko rodowite palce. Żyły dumnie obok siebie, chociaż były różnej długości. Pierwszy z nich był krótki i gruby, wychodził z szeregu i miał tylko jedno zgięcie w plecach, mógł się tylko raz ukłuć, ale opowiadał, że człowiek, gdy go straci, nie nadaje się już więcej do służby wojskowej. Drugi palec, wskazujący, zanurzał się w słodkie i kwaśne,, wskazywał na księżyc i na słońce, i przyciskał pióro podczas pisania. Środkowy palce patrzył poprzez głowy innych, serdeczny spacerował opasany złotym pierścieniem, a mały palec nie robił nic i był z tego dumny. Próżność, nic - tylko próżność panowała w śród nich i dlatego przeniosłam się do zlewu.- A teraz siedzimy tutaj i błyszczymy - powiedziała stłuczona butelka.W tej samej chwili do rynsztoka napłynęło więcej wody, uciekała wszystkimi otworami i porwała za sobą szkło butelki.- Patrzcie, przeniesiono ją na wyższe stanowisko - powiedziała igła do cerowania.- Ja zostałam na miejscu, jestem zbyt delikatna, ale jestem z tego dumna, a moja duma jest godna szacunku. - Siedziała wyprostowana i rozmyślała. "Jestem taka delikatna, być może, że urodził mnie słoneczny promień, wydaj mi się, że słońc szuka mnie zawsze pod wodą. Ach, jestem tak delikatna, że własna matka nie może mnie znaleźć; gdybym miała moje dawne czoło, które się złamało, myślę, że mogłabym płakać. Ale nie uczynię tego, płakać o niewykwintnie!"
 Pewnego razu dwóch uliczników położyło się nad rynsztokiem; szukali strych gwoździ, monet i innych rupieci. Nie było to czyste zajęcie, ale im to sprawiło przyjemność.
- Ach! - zawołał jeden z nich; ukłuł się igłą do cerowania. - Cóż to za łajdak.- Nie jestem łajdakiem, jestem piękną - powiedziała igła, ale nikt tego nie słyszał; lak skruszył się i igła sczerniała, ale czarny strój wyszczupla i dlatego igle wydało się, że jest jeszcze bardzie wytworna niż przedtem.- Patrz, płynie skorupka jajka! - zwołali chłopcy i wsadzili igłę w skorupkę.- Białe ściany, a wśród nich ja, czarna - powiedziała igła do cerowania - to dobrze wygląda. Tak można mnie zauważyć, obym tylko nie dostała morskiej choroby i nie wymiotowała. - Żołądek ze stali i poczucie własnej wyższości nad człowiekiem to dobre to dobre środki przeciwko morskiej chorobie. Moje złe samopoczucie już przeszło. Im się jest wykwintniejszym, tym można więcej przetrzymać!- Trach! - zawołała skorupka, przejechał ją naładowany wóz.- Ach, jak mnie ciśnie - powiedziała igła do cerowania. - Teraz dostaję jednak morskiej choroby. Łamię się! Łamię! -
 Ale nie złamała się, chociaż przejechał po niej naładowany wóz, leżała dalej jak długa w rynsztoku i tam już może sobie zostać na zawsze. 
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ja nie wiem, nie pasuję to takiego schematu, nie podoba mi się to i nie mam zamiaru potyczkować się z takimi osobami. 
Niech żyją sami ze sobą w swoim smutnym świecie.
Ja potrzebuję światła, radości, przyjemności i spokoju, SENSU w tym co robię i jak żyję.

Pocieszający fakt, że ostatnio spotykam naprawdę coraz więcej takich pozytywnych , mądrych i bezinteresownych  ludzi i z tego się bardzo bardzo cieszę. 

Powiem szczerze, że naprawdę naprawdę uwielbiam swoją pracę - jednak ostatnio miałam już dość wszystkiego.
Dość dokumentów, rachunków, terminów i ogarniania wszystkiego.
Czuję się zmęczona a co najgorsze - mam poczucie że w sumie po co ja to w ogóle robię. 
Nadal nadzoruję produkcje niektórych kolekcji  - miałam już tego  nie robić.
Nadal robię projekty dla innych - tez już miałam nie robić........

DAY 


                             by 




day  ....







Naturalna Harmonia  jest nam niezbędna - nieodzowna i to w sumie tak jak w modzie - to co harmonijne - najbardziej się nam podoba  

Kiedy się idzie z jej naturalnym rytmem - wszystko robi się zrozumiałe i prostsze.
 czas kiedy chciałabym być na 100 % w domu już minął, czas kiedy chciałabym być w pracy na 100 % również.

Dlatego troszkę odpuszczam - zmieniam swój azymut - bo i moje wartości zmieniają się z wiekiem, 
Uciekam ze sztywnych Warszawskich ram 9-17, z schematów social media i grafików  ponieważ i tak nie zadowolę wszystkich a najbardziej dbać musimy o siebie i najbliższych. 

Życie to nie tylko ramy społeczne, nie tylko wyniki finansowe, nie tylko to czy uda się zrealizować plan zgodnie z założeniami,nie tylko to czy jesteśmy w czołówce ale to przede wszystkim :
  • rodzina, 
  • przyjaciele 
  • to czy mamy czas pobyć ze sobą i dla innych na spokojnie bez pośpiechu, 
  • patrzeć na to jak dzieci nam rosną,
  • jak drzewa się zielenią 
  • jak pięknie świeci słońce. 
  • Nie spieszyć się tak ze wszystkim i do wszystkiego


Obserwuję ostatnio wiele rodzin, ich rytm - szczególnie tych  z po za miasta - jakże inaczej oni żyją niż my tu.
Jak bardzo różni się ich rytm, jak inne są potrzeby, jak inne podejście do życia.
To wielka wartość - inni ludzie - inne życia - teraz zaczynam to doceniać i naprawdę przestaję się spieszyć.


Może nie jest to bardzo popularne na blogach ale jeśli nie znacie jeszcze Św. Rity - to naprawdę, naprawdę warto o niej poczytać  - czy ktoś jest wierzący bardzo - czy tylko troszkę - nie mam na myśli konkretnego wyznania bo to często jest nie istotne - ważne to co w sercu i w głowie. 

Apropo....- dziękuję Ci Justynka - jeśli będziesz czytać - bo to Twoja zasługa.

Kto szuka pocieszenia czy mocnego wsparcia: 
Warto też poczytać historię którą kiedyś opisałam na blogu  -  http://szpilkiwszafie.blogspot.com/2015/06/moje-zycie-przypadek.html  zawsze gdy do niej wracam mam ciarki na plecach - i wiem, że nasz czas tu to zaledwie krótka chwilka od której zależy wszytko co stanie się z nami dalej. 

http://stylowi.pl/13749355




uściski - szukajcie swojej harmonii i drobnych radośći ;

A. 

4 komentarze:

  1. Ech, Warszawa...czy tu wogóle da się normalnie żyć skoro wszyscy są zaabsorbowani tylko sobą, w każdym dosłownie aspekcie. I niestety to chyba nie tylko w branży modowej tak się dzieje, że jeden drugiemu wilkiem. Ja jednak wciąż wierzę, że są te diamenty wśród plew i można je od czasu do czasu znaleźć. Czego Tobie i sobie życzę:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Magda :)
      jak miło Cię widzieć, dziękuję ! jest coraz lepiej :) ale u Ciebie jak fajnie na blogu - właśnie czytam i czytam !

      Usuń
  2. Czytałam z wielkim zainteresowaniem Twój wpis.
    Właśnie tak w życiu jest. Nic nie dzieję się samo. Zawsze coś jest po coś.
    Trzymam kciuki za to, żeby udało Ci się spokojnie żyć w tej harmonii. Mądra z Ciebie kobieta. Więc na pewno dasz radę :))
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć !
      Dziękuję za miłe słowa ! czasem coś napiszę i potemmyślę że może nie potrzebnie, bo w sumie po co ....ale coś tak juz mam co w sercu - to na języku......

      Usuń

poznajmy się i dziękuję za odwiedziny!

A.